Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki.
W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!
  • Kościół pw. NMP Matki Kościoła i św. Jakuba w Brzesku

Opierając się na wspomnieniach księdza Franciszka Kostrzewy, opracował Jacek Filip. Zdjęcia z archiwum Franciszka Kostrzewy oraz autorstwa Andrzeja Kurtyki.

„Mówi się, że czas leczy rany i zaciera wspomnienia, ale nie do końca jest to prawdą, bo niektórych wydarzeń nie da się całkowicie zapomnieć, a do takich należały lata, kiedy uczęszczałem do brzeskiego Gimnazjum i Liceum.” – tymi słowami 6 maja rozpoczął spotkanie ze słuchaczami Uniwersytetu Trzeciego Wieku ksiądz prałat Franciszek Kostrzewa. 

Kiedy wybuchła we wrześniu 1939 roku II wojna światowa, miał 11 lat. Z balkonu swojego rodzinnego domu obserwował ze smutkiem polskich żołnierzy prowadzonych do niewoli przez Niemców, a kilka lat później  z niekłamaną radością ponownie witał ich w Brzesku, choć to już było inne wojsko, jednak wtedy dla wszystkich najważniejsze było to, że polskie. Wielu ludzi wyobrażało sobie, że po zakończeniu hitlerowskiej okupacji będzie w Polsce tak, jak było przed wojną, ale rzeczywistość okazała się inna. 

Jeszcze trwała wojna, kiedy 2 lutego 1945 roku rozpoczęły się zapisy do brzeskiego Gimnazjum. Zgłosiło się 719 młodych ludzi w różnym wieku, od 14 do nawet 25 lat. 10 lutego po uroczystej akademii „ruszyła” nauka w starym budynku Gimnazjum, mieszczącym się przy obecnej ulicy Kościuszki. W obiekcie, w którym przed wojną uczyło się 300 uczniów,  znalazło się ich teraz ponad 700. Panowały rozgardiasz, ciasnota i bieda, bo budynek był bardzo zniszczony przez Niemców, praktycznie niczego nie było. /kliknij tutaj, aby przeczytać cały artykuł/

 

„Decyzją władz 12 kwietnia przenieśliśmy się do opuszczonego, ale nie tak zniszczonego, pałacu Goetzów. Przenosiny były dosłowne, bo wszystko, czym dysponowała szkoła, dźwigaliśmy na własnych plecach. I znów brak stołów, stołków; siadało się, gdzie popadło, nawet i na podłodze. Wtedy nikt nie przejmował się warunkami, bo rozsadzał nas entuzjazm, że wreszcie szkoła, że wreszcie możemy się uczyć.” – wspomina sędziwy kapłan. 

Podobnie jak jego wielu kolegów Franciszek Kostrzewa rozpoczął gimnazjalną edukację od pierwszej klasy. Pierwszy rok szkolny (skrócony) trwał od 12 lutego do 28 lipca. W 9 oddziałach naukę pobierało 390 pierwszoklasistów. Kolejny rok szkolny, podobnie jak obecnie, trwał już od września do czerwca, z tym że do stycznia przerabiano materiał dla klasy drugiej, a od lutego do czerwca klasy trzeciej. Na końcu były egzaminy sprawdzające.

Klasa czwarta wypadła na czas reformy szkolnej. W jej wyniku powstało liceum. Znaczna część młodzieży poszła do innych szkół, np. do tzw. zawodówek, a do kontynuowania nauki w liceum zostało zaliczonych z dotychczasowych „współtowarzyszy” Franciszka 41 osób, podzielonych na dwa oddziały: matematyczno-fizyczny i humanistyczny. Maturę w 1949 roku zdało ostatecznie 37 abiturientów. 

Ksiądz Kostrzewa: „W ciągu tych pięciu lat nauki szkolnej można było zauważyć, jak stopniowo odchodziło się od tradycji i zwyczajów przedwojennych. Stare z wolna ustępowało nowemu. Szczególnie było to widać na obchodach świąt majowych: pierwszego i trzeciego. W roku 1945 świętowaliśmy oba dni.” 

1 maja 1945 roku w Święto Pracy (zaczęła obowiązywać ta nazwa) młodzież wzięła udział najpierw w uroczystym nabożeństwie w kościele parafialnym, a następnie w pochodzie ulicami miasta. Podobnie było 3 maja; defilowano tylko przed pomnikiem Nieznanego Żołnierza, a potem na dziedzińcu domu kultury (dawna siedziba „Sokoła”, później kina „Bałtyk”) odbyła się uroczysta akademia poświęcona konstytucji z 1793 roku. 

W 1946 roku dni 1 i 3 maja obchodzono jako Święto Oświaty, i dni te były głównie poświęcone sprawom książki, tak po barbarzyńsku zniszczonej przez wroga podczas okupacji. 1 maja po mszy św. był pochód i akademia. Natomiast 3 maja w 153. rocznicę uchwalenia Konstytucji po nabożeństwie na Rynku Siennym (obecnie plac Kazimierza Wielkiego), odbył się wiec w domu kultury, a wieczorem młodzież gimnazjalna odegrała „Zemstę” Aleksandra Fredry. 

Rok 1947. Program obchodów był jeszcze bogatszy, bo obejmował 30 kwietnia, 1 i 3 maja. 1 maja mszy św. już nie było, młodzież wzięła udział tylko w pochodzie i późniejszej akademii na Rynku Siennym, gdzie wysłuchano przemówień i deklamacji. Uczniowie gimnazjum defilowali już pod własnym sztandarem, który został poświęcony rok wcześniej. Sztandar ufundowali rodzice, a wzorowano go na przedwojennym. Jednym z chorążych był nasz prelegent. Obchody 3 maja rozpoczęła msza św., ale potem już nie było przemarszu pod pomnik Nieznanego Żołnierza, tylko gimnazjaliści udali się do szkoły, gdzie miał miejsce uroczysty poranek, okraszony bardzo bogatym programem artystycznym. 

W 1948 roku Święto Pracy miało przebieg podobny do tego z roku poprzedniego, natomiast obchody trzeciomajowe rozpoczęto od mszy św., ale odprawianej nie jak dotychczas w kościele parafialnym tylko w kaplicy szkolnej (pałacowej). Potem był okolicznościowy poranek. W części artystycznej m.in. uczennice i uczniowie klasy, do której uczęszczał Franciszek Kostrzewa, odtańczyli w stylowych strojach poloneza, a na zakończenie brać szkolna wraz z gronem nauczycielskim odśpiewała hymn „Jeszcze Polska nie zginęła”. I były to, jak miała pokazać przyszłość, ostatnie akcenty patriotyczne z okazji święta Konstytucji 3 Maja. 

W 1949 roku obchodzone było już tylko Święto Pracy. 30 kwietnia w budynku szkolnym był poranek, ale wszystko miało charakter „cywilny”. 1 maja to obowiązkowy pochód, w którym młodzież maszerowała przy dźwiękach  szkolnej orkiestry. 3 maja nie było żadnych uroczystości poświęconych konstytucji, wszystko obracało się wokół Tygodnia Oświaty, Prasy i Książki. Poranek, jaki odbył się wtedy w szkole, był w całości poświęcony temu Tygodniowi (przemówienia, wiersze, pieśni). Wysłuchano przemówienia prezydenta Bolesława Bieruta, odbyły się międzyklasowe rozgrywki w piłce siatkowej i w palanta, a w ramach czynu społecznego układano darń na zasypanym dole na boisku sportowym dla dziewcząt. 

„Starałem się pokazać, jak pomalutku wypychano wszelkie akcenty patriotyczne i religijne z naszego życia. Nie robiono tego, jak to się mówi, na chama, bo władze czuły, że młodzież będzie stawiać opór, chociaż już było ZMP (Związek Młodzieży Polskiej), była agitacja. Myśmy w maturalnej klasie dzielili się pół żartem na „czerwonych” i „białych”: ci pierwsi to byli zetempowcy, ci drudzy to członkowie Sodalicji Mariańskiej oraz „niezrzeszeni”. Kiedy ktoś chciał iść na studia, to przewodniczący ZMP wystawiał mu tzw. świadectwo moralności, swoistą przepustkę do dalszej nauki. W następnych latach było jeszcze gorzej, bo wychowanie patriotyczne całkowicie zastąpiono wychowaniem socjalistycznym. 

Mojej klasy już wtedy nie było. Rozjechaliśmy się po świecie. Ponownie spotkaliśmy się po pięćdziesięciu latach, a owocem tego spotkania jest książeczka pt. „Maturzyści – rok 1949. Dzieci Ziemi Brzeskiej” – tymi słowami ksiądz prałat Franciszek Kostrzewa zakończył  bardzo ciekawe i wielce pouczające od strony historycznej wystąpienie.

Friday the 5th - Custom text here - Powered by Joomla! | Designed by Hostgator Reviews