Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki.
W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!
  • Kościół pw. NMP Matki Kościoła i św. Jakuba w Brzesku

TEKST i ZDJĘCIA: kl. Kacper Kania. Aby zobaczyć zdjęcia, kliknij tutaj, albo na zdjęcie.

W minione wakacje miałem możliwość odbyć miesięczny staż misyjny w Kazachstanie. Co roku kilku kleryków ma możliwość wyjechać na taki staż w różne części świata, gdzie pracują misjonarze z naszej diecezji, m.in. Afryka, Ameryka Południowa lub Azja. 6 sierpnia po kilku godzinnym locie znaleźliśmy się, razem z moim kolegą rocznikowym, w Astanie – stolicy Kazachstanu. Jest to kraj leżący w Azji Środkowej graniczący z Rosją, Chinami, Kirgistanem i Uzbekistanem. Polska jest dziewięciokrotnie mniejszym państwem, więc można zrobić małe porównanie, że tak jak Polska jest różnorodna, tak Kazachstan jest 9 razy bardziej różnorodny. I taka jest prawda. W jednym państwie żyje ponad 120 narodowości, nie licząc różnych podziałów wśród nich. Jest więc bardzo trudno wskazać jakąś jedną cechę, która by skupiała wszystkich Kazachów.

Pozostając w tym temacie można już pokazać jeden z aspektów pracy misyjnej w tym kraju. To, że tak ogromne zróżnicowanie ludzi nie pomaga w powszechnym dojściu do człowieka przez księży czy siostry zakonne. Bariera mentalności różnych kultur wschodu jest często bardzo ciężka do przekroczenia, jest to bardzo powolna praca. Kolejną sytuacją, do której musieliśmy się przystosować to jest właśnie wspomniana już mentalność Kazachów – całkowicie inna od naszej, wiele jest takich spraw, co nam Europejczykom wydają się czym naturalnym, a tam wręcz odwrotnie są czym nie do pomyślenia. Te dwa niewielkie przykłady pokazują jak ważne w pracy misyjnej jest poznanie i w pewnym sensie przystosowanie się do zwyczajów, kultury i historii danego kraju.

Ale poznanie historii Kazachstanu nie było naszym podstawowym celem. Z lotniska odebrał nas ksiądz Janusz Potok, który jest proboszczem katedry w Karagandzie, ponad półmilionowym mieście na południe od Astany. Nasz staż odbywał się w czasie końcowych, intensywnych przygotowań do beatyfikacji Apostoła Kazachstanu ks. Władysława Bukowińskiego – polskiego księdza, który od 1945 r. poświęcił swoje życie pracy duszpasterskiej wśród zesłańców i miejscowych ludzi w ZSSR. Wielokrotni więziony za nielegalną działalność duszpasterską spędził w łagrach 13 lat, 5 miesięcy i 10 dni. Z tej okazji powstał film przygotowany przez TVP „Człowiek Boga”, który przybliża postać błogosławionego. Mieliśmy szczęście poznać ekipę filmową, która na początku sierpnia kręciła materiał w Karagandzie i okolicach.

Każdy dzień rozpoczynaliśmy wspólną modlitwą różańcową, po której uczestniczyliśmy w Mszy świętej w języku rosyjskim. Pomimo tak wielkiego miasta katolicy stanowią małą trzódkę. W całej Karagandzie, która jest ewenementem(!) na skalę azjatycką są aż trzy parafie, dwa domy zakonne i seminarium duchowne (jedyne w środkowej Azji). Wszystkich katolików nie da się dokładnie zliczyć i nie o to też chodzi, lecz dla pokazania jakiejś skali można nieśmiało napisać o około trzech tysiącach katolików. Państwo dąży do tego by było krajem ateistycznym, socjalistycznym, mimo tego największą grupą religijną są muzułmanie ok. 60%, drugą grupą religijną są prawosławni ok 20% następnie katolicy (w tym spora grupa grekokatolików) i niewiele innych pomniejszych religii. Ewangelizacja jest zabroniona poza terenem parafii i dlatego to jakby ludzie musza przyjść sami do kościoła. Państwo stara się dokładnie kontrolować jakie dana wspólnota podejmuje działania, nie ma swojego rodzaju agresji lecz na wszystkim czuwa.

            Zadaniem stażowiczów jest prócz zobaczenia jak funkcjonuje lokalny Kościół, pomoc w najróżniejszych pracach. Naszym głównym zadaniem, była pomoc przy porządkowaniu terenu wokół katedry; karczowanie, sprzątanie, sadzenie trawy, koszenie, sprzątanie na plebanii i  na terenie Caritasu, gdzie powstają dwa nowe budynki, które mają służyć jako świetlica dla młodzieży i dom dla samotnych matek. Mogłoby się wydawać, że wypełnianie takich zadań nie jest proporcjonalne do skali przygotowań do takiego wyjazdu, lecz właśnie z takich zwykłych czynności rodzi się każda wielka rzecz. Tak wygląda praca we wspólnocie, która się dopiero rozrasta. Praca u podstaw.

Caritas jest bardzo ważną instytucją na tym terenie. Wykonuje ogrom pracy by pomóc najuboższym, jak również podejmuje wiele inicjatyw dla jak największej ilości osób, nie zawsze (a być może zwłaszcza) katolikom np. zbieranie funduszy na oazy dla dzieci w wakacje, wyjazdy kulturalne, wycieczki, utrzymuje ponad 100 dzieci w Afryce, przygotowuje wyprawkę szkolną i wiele innych, w których nie mieliśmy okazji brać udziału. Dla mnie osobiście jest to pewnego rodzaju wyrzut, że My mając dużo większe możliwości robimy dużo mniej. Wydaje mi się, że z powodu świadomości, że bez pomocy z zewnątrz Kościół tam nie może funkcjonować, mają w sobie ogromne poczucie wdzięczności i dzielenia się tym co mogą, bo sami dużo dostają.

Jednym z najważniejszych odkryć dla mnie była rola świeckich misjonarzy. Gdy słyszymy słowo <misjonarz>, podświadomie pierwsze skojarzenie od razu biegnie do księdza lub siostry zakonnej, którzy pracują na innym kontynencie. Niewiele mówi się o ludziach świeckich, którzy poświęcają swoje życie dla sprawy misji. W Kazachstanie spotkaliśmy dwójkę młodych Słowaków, niewiele starszych od nas, którzy przerwali studia i (na razie) na 2 lata przyjechali by pomóc w miejscach gdzie brakuje księży w katechezie dzieci. W samej Karagandzie żyje i od ponad 20 lat pracuje małżeństwo, które postanowiło na pewnym etapie Drogi Neokatechumenalnej wyjechać z całą rodziną i ewangelizować wśród Kazachów. I ostatni przykład, niewiele starsza studentka – Martyna, która od kilku lat, wyjeżdża na miesiąc, by po prostu poświęcić część swoich wakacji żeby pomóc misjonarzom, a przy okazji ma okazje zobaczyć kraje byłego ZSSR. Wtedy zrozumiałem, że misjonarz to nie tylko ten co poświęca całe swoje życie, ale misjonarzem jest również ten, kto oddaje nawet kawałek swojego życia, kilka tygodni, miesięcy czy parę lat dla sprawy Misji.

Nie sposób zamieścić tak ogromu doświadczeń w kilku zdaniach. Doświadczenie innego miejsca na świecie, innego fragmentu Kościoła daje niesamowite spojrzenie na rzeczywistość, pozwala przewartościować pewne sprawy i bardziej otworzyć serce na drugiego człowieka, któremu mogę pomóc tylko wtedy, gdy nie postawie siebie na pierwszym miejscu.

 Więcej na temat stażu można przeczytać w najnowszym numerze „Kościoła nad Uszwicą”, jaki i na stronie Seminaryjnego Ogniska Misyjnego www.ogniskomisyjne.wsd.tarnow.pl.

Thursday the 4th - Custom text here - Powered by Joomla! | Designed by Hostgator Reviews