Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki.
W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!
  • Kościół pw. NMP Matki Kościoła i św. Jakuba w Brzesku

Chrzest

Bierzmowanie

Eucharystia

Pokuta

Namaszczenie chorych

Kapłaństwo

Małżeństwo

 

Tekst i zdjęcia: Maria Dziwiszewska

Czas biegnie nieubłagalnie. Już minął okres Bożego Narodzenia… Po VIII Orszaku Trzech Króli zostały tylko wspomnienia. Dobre, bo wzięło w nim udział tak dużo ludzi. Dla wielu zabrakło koron królewskich. Niezliczona liczba osób przebrała się w postacie znane z Biblii: na Placu Kazimierza, na trasie przemarszu a potem na brzeskim Rynku, głowa przy głowie stali ludzie, sztandary, dzieci w ramionach rodziców… Przebierańcy: aniołowie, pasterze, królowie, kolędnicy z gwiazdami… Maryje z dzieciątkami, … Nad wszystkim, ze sceny górowali Trzej Królowie.

Jednym z punktów uroczystości było podsumowanie konkursu „ Wieczór wspomnień”, dla dzieci szkół podstawowych , ogłoszonego w dodatku do świątecznego numeru  „Kościoła nad  Uszwicą”. Zadaniem uczestników było zilustrowanie lub opisanie wspomnień  o zwyczajach świątecznych z życia dziadków lub nawet pradziadków. Mogły także to być aktualne relacje z ich przeżyć . Dziś już też należą do historii.

W konkursie wzięło udział 18 dzieci. Byli to reprezentanci parafii Okocim -3 osoby, Miłosierdzia Bożego -1, ze Słotwiny -1, z Gosprzydowej – 3 osoby, 10 osób z parafii św. Jakuba.

I miejsca za prace rysunkowe w grupie młodszej zdobyła Maja Michalska z parafii Miłosierdzia Bożego. W grupie starszej : Julka Wójcik, Dominika Dziwiszewska  i 4 siostry Wójcik z ulicy Browarnej za wspólną pracę rysunkowo – opisową.

Za najlepszą relację pisemną uznano „Świąteczny wieczór wspomnień” Julki Prus z Gosprzydowej. 

Jako dokument dołączamy  fragment pracy Julki Prus i 4 rysunki ocenione jako najlepsze, reprezentujące różny wiek ich autorów (na końcu artykułu).

Kiedy Dziadek był dzieckiem, inaczej wyglądały przygotowania do świąt. Opowiadał, że ozdoby na choinkę przygotowywali przez cały Adwent. Było ich ośmioro rodzeństwa. Mieszkali wszyscy w jednej izbie. Wieczorami prosili mamę, żeby zapaliła lampę naftową. Zajmowali miejsce przy stole i kleili łańcuchy ze słomy i bibuły, w papierki po cukierkach owijali orzechy i kawałki karpieli, strugali drewniane ptaszki, gwiazdki i inne ozdoby. Małe drzewko wieszali u stragarza, żeby nie zajmować miejsca w izbie. Stroili je przygotowanymi własnoręcznie ozdobami i jabłkami.

Na wieczerzę ich mama przygotowywała żur z ziemniakami, groch z kapustą, prażuchy, pęczak z suszonymi owocami i kompot, piekła ciastka, chleb i podpłomyki. O karpiu na świątecznym stole nikt nawet nie słyszał.

Moja prababcia zawsze dbała, żeby w wigilię na stole był biały obrus i sianko. Zwykle czekali na pierwszą gwiazdkę. Panny nasłuchiwały, z której strony dochodzi szczekanie psów - stąd z pewnością przyjdzie przyszły mąż. Przed kolacją modlili się i czytali fragment Pisma św. Łamali się opłatkiem i składali sobie życzenia. Potem zasiadali do stołu i zajadali świąteczne smakołyki­, oczywiście z jednej miski i drewnianymi łyżkami. Szczęśliwi, bo tego wieczoru wszyscy najedli się do syta. Po wieczerzy pradziadek szedł do obory, sprawdzał czy zwierzętom niczego nie brakuje, zanosił opłatek. Potem wspólnie kolędowali. Dziadek przygrywał na akordeonie, jego starszy brat Olek na trąbce. Bardzo lubili śpiewać pastorałkę„Oj maluśki, maluśki ...”

Na godzinę przed północą wszyscy szli na Pasterkę, choć śnieg był po pas i mróz niemiłosierny, a ubrania i buty ubogie. Wiedzieli, że w kościele spotkają Pana Jezusa. I że to najważniejsza i najradośniejsza prawda w świątecznej krzątaninie.

Tradycją było kolędowanie po domach. Kawalerowie przygotowywali turonia i gwiazdę i od drugiego dnia świąt wyruszali na kolędę. Najchętniej odwiedzali domy, w których mieszkały panny. Starali się wtedy wejść do środka, tańczyli, śpiewali, straszyli turoniem. Śmiechów, pisków było co niemiara. Po takich odwiedzinach trzeba było koniecznie dom posprzątać, bo na klepisku tworzyły się kałuże z roztopionego śniegu.

Wspomnienia zawsze wywoływały uśmiech na twarzy Dziadka. Wtedy chętnie wyjmował akordeon z futerału i rozpoczynał kolędowanie. Ja i moi bracia wtórowaliśmy z radością ...

Koleżanka Julki, Michalina Cabała, też z Gosprzydowej, dodaje jeszcze inne szczegóły dawnych zwyczajów świątecznych w ich rejonie zamieszkania: Wtedy to były czasy. Nie było takich cudeniek, jak teraz. Na choince, świeżo przyniesionej z lasu przez twojego dziadka – opowiadała mi ciocia z Wrocławia – wieszaliśmy upieczone wcześniej ciastka, orzechy, jabłka i własnoręcznie zrobione ozdoby z papieru. Moja św. pamięci mama, a twoja babcia przygotowywała wigilijną wieczerzę, my z ubieraliśmy choinkę, dopiero w wigilię, nie jak teraz nawet tydzień wcześniej. Dziadek przynosił snopek siana i stawiał w sieni. To dlatego, że Jezus urodził się w stajence betlejemskiej.

Ze swoich wspomnień dodam jeszcze, że w powiecie sądeckim do kuchni przynosiło się snop słomy związany powrósłem. Pod stół wkładano wiązkę siana, a na niego, na biały obrus wysypywało się owies. Po ilości  ziaren przyklejonych do misek z pokarmem wróżono przyszłoroczny urodzaj w zboże.

Chyba nie trzeba przypominać, że za życia naszych dziadków na choince zapalało się świeczki w specjalnych uchwytach, bo prąd elektryczny dotarł na wieś o wiele później.

Sunday the 29th - Custom text here - Powered by Joomla! | Designed by Hostgator Reviews